Artykuł z warszawskiego wydania Wyborczej nr 99 z dnia 28.04.1994:


SAMOGRAJ
Za siódmą górą


Muzyka alternatywna w Polsce przybiera zaskakująco różne kostiumy. Z górą dziesięć lat temu mianem tym określano zespoły, zwykle punkrockowe, które nie miały szans na prezentację swoich utworów w mediach kontrolowanych przez komunistyczne państwo.

W połowie lat 80. kontury pojęcia "zespół alternatywny" zaczęły się coraz bardziej rozmywać - nawet najbardziej nieprzejednane grupy zaczęły podpisywać kontrakty z firmami nagraniowymi. Wkrótce też okazało się, że dopuszczenie na antenę Rozgłośni Harcerskiej i "Trójki" młodych zespołów rockowych nie tylko nie burzy ustalonego porządku, ale powiększa grono słuchaczy tych stacji.

W latach 90. buntownicy poprzedniej dekady zasilili potężniejący główny nurt muzyki popularnej, w którym jest miejsce i dla reaktywowanych Trubadurów, i dla anarchizującego zespołu Armia - i nikomu to, jak widać, nie przeszkadza.

Pewną karierę zrobiło ostatnio stwierdzenie Wiernika, że dziś w Polsce "alternatywą" stały się rodzime zespoły muzyki chodnikowej, nie prezentowane przecież w radiu i telewizji, a mające zagorzałych fanów.

To nieporozumienie. Równie dobrze można by Orlowski określić mianem alternatywnej aktorki, ponieważ jej filmy nie są pokazywane w telewizji publicznej. Większość stacji radiowych unika, jak na razie, prezentowania zespołów chodnikowych, ale już wkrótce może się okazać, że ta muzyczna pornografia będzie grana w prywatnych stacjach walczących o słuchacza w warunkach ostrej konkurencji.

Wydaje się, że w Polsce dopiero teraz określenie "alternatywny" nabiera właściwego wymiaru. Własną niszę w tworzącym się rynku muzycznym wykuł dla siebie wywodzący się z punk rocka "koncern" QQRYQ który wydaje zespoły takie jak Post Regiment, pragnące zachować tożsamość przez unikanie dużych firm płytowych.

O ile punk rock był często, choć z różnym efektem, opisywany przez dziennikarzy, to polska awangarda alternatywna pozostaje poza polem penetrowanym zwykle przez media. Przyczyn tego stanu rzeczy jest kilka.

BEZ POLITYCZNYCH MANIFESTÓW

Awangarda, w odróżnieniu np. od punk rocka, nie niesie w warstwie literackiej politycznych manifestów, a członkowie awangardowych zespołów to zwykle studenci bez fotogenicznych fryzur, odziani w zwykłe swetry. Z kolei muzyka tworzona przez awangardowych twórców wymyka się jednoznacznym podziałom charakterystycznym dla współczesnego rocka, wymaga przygotowania, które trudno nabyć w Polsce, długo izolowanej od przepływu awangardowych nowinek.

Pierwszą, i jak dotąd jedyną, dużą prezentacją rockowej awangardy był festiwal "Marchewka" zorganizowany w Warszawie w 1988 roku przez Libero Pertića z Radio Warszawa za pieniądze Zrzeszenia Studentów Polskich. Gdy zabrakło protektora obracającego państwową gotówką, rodzimi awangardyści skazani zostali na korespondencyjną wymianę nowej muzyki.

Wśród nielicznych w naszym kraju propagatorów awangardowej nowiny osobne miejsce zajmuje otoczony rzeczywistym kultem Henryk Palczewski z Piły, najwybitniejszy znawca tej muzyki w Polsce. Palczewski od kilku lat zapowiada wydanie pierwszej w Polsce encyklopedii awangardy, która prawdopodobnie ukształtuje na nowo obraz tego gatunku wśród rodzimych dziennikarzy i fanów.

W pejzażu alternatywnych działań z kręgu awangardy rockowej ważne miejsce zajmują dokonania zespołów Szelest Spadających Papierków, Sni Sredstwom Za Uklanianie czy Ekko, skupionych wokół gdańskiego Totartu, bydgoskich Trytonów, działalność Jerzego Caryka i Krzysztofa Żukowskiego z Warszawy.

OBUH RECORDS

Osobne miejsce w szczupłym katalogu alternatywnych firm przypada zespołom skupionym wokół lubelskiej firmy płytowej OBUH Records. Jej założycielem jest 27-letni Wojcek, grający również w zespole Za Siódmą Górą.

Wojcek zainteresował się muzyką awangardową czy, jak to on określa, "podwodną" ponad dziesięć lat temu. W 1987 roku zaczął wydawać własny fanzin i pierwsze kasety w mikroskopijnych nakładach. Ukazało się osiem tytułów (dziś już wyczerpanych) rozprowadzanych przez sieć fanzinową.

Dwa lata temu Wojcek zarejestrował OBUH Records - firmę, w którą zainwestował skromne oszczędności. Firma wydaje polskich i zagranicznych wykonawców z kręgu alternatywnego rocka, muzyki folkowej, awangardowej i eksperymentalnej. Te przymiotniki mnożone są nie bez przyczyny. Często trudno jednoznacznie stwierdzić, do jakiego gatunku czy stylu należałoby przypisać dany zespół. Proszę zresztą spojrzeć na listę kaset wydanych ostatnio przez firmę OBUH Records:

- If. Bwana - zwany ojcem kultury kasetowej. Nowojorczyk prezentujący osobliwe postindustrialne pejzaże dźwiękowe. Nagrania są wyborem z pięciu kaset wydanych w latach 1984-87.

- Gerstein - włoski duet (Maurizio Pustianaz i Laura Manzin) tworzący pieśni na fortepian, głos ludzki i instrumenty elektroniczne.

- Francesco Lopez i Jorge Reyes - "UAISCM4: Tlaloc" - odkrywanie źródeł, muzyka rozpisana na instrumenty pochodzące z ery prekolumbijskiej. Tlaloc był bogiem niebios w meksykańskiej kulturze nahua, któremu składano ofiary z ludzi w intencji obfitych plonów.

- Niala Effen "Kolory też potrafią śpiewać" - utwory na tej kasecie zostały skomponowane jako tło muzyczne do wystawy malarstwa Nadine Bal o tym właśnie tytule, a ich autorem jest Alain Neffe, belgijski multiinstrumentalista, producent i wydawca.
Alain Neffe wydaje w swojej firmie wyłącznie nagrania zespołów belgijskich i międzynarodowe kompilacje. Jest pomysłodawcą akcji "Eternal Scream Of The Human Flesh", w czasie której ludzie z całego świata przesyłali mu własne utwory, fragmenty tekstów, a nawet przypadkowe dźwięki. Posłużyły one jako tworzywo do opracowania - na ośmiośladowym magnetofonie - niezwykłego, emanującego smutkiem kolażu.

- Trance z San Francisco - projekt Masona Jonesa, muzyka znanego dotąd z poszukiwań biegnących dwutorowo - spełniającego się bądź to w eksperymentach w stylu noise z gitarą i tabunem przetworników, bądź w przetwarzaniu muzyki etnicznej za pomocą elektronicznego instrumentarium.

To byli artyści z zagranicy, OBUH wydał też ostatnio twórców rodzimych:

- Za Siódmą Górą - "Performance" i "Rozmaite oblicza tej samej paszczęki" - to muzyka alchemiczna, poszukiwanie kamienia filozoficznego "tu nie chodzi o muzykę, to jest tuba, przez którą mogę przekazać swoje przeżycia" - mówi o kasetach Za Siódmą Górą Wojcek.

- Rong Wrong - kolaże postindustrialne.

- Schistosoma - "D.O.M." zmieniająca się jak kameleon domowa muzyka elektroniczno-akustyczna. Działająca od kilku lat grupa ma już w dorobku kilka kaset. "D.O.M." jest najnowszym jej produktem.

Poza kasetami, w nakładzie: 100, 150 sztuk, OBUH Records wydaje również płyty winylowe - skazane na śmierć przez triumfujący kompakt. Nakład każdej z nich wynosi 550 sztuk, z czego 50 przeznaczonych jest dla zespołu jako honorarium.

Spośród siedmiu płyt wydanych przez OBUH uwagę zwraca grupa Księżyc - słowiański folk w stylu minimal, psychodeliczny More Experience oraz King Elf - akordeon solo.

W CYTRYNIE

Wspomniane grupy występują rzadko, zwykle w małych klubach gdzieś na prowincji. Okazją do obejrzenia "kwiatu polskiej awangardy" był jednodniowy festiwal w Cytrynie - łódzkim "kinie kwaśnych filmów".

15 kwietnia niewielką salkę Cytryny wypełniły blisko dwie setki widzów przybyłych na awangardowy spektakl. Zaprezentowały się Schistosoma, Za Siódmą Górą, Rong Wrong, Pies, Trymigi i Spear.

Pies to współczesna muzyka kameralna. Trymigi - improwizowane igraszki z rytmem, Spear - subtelna, operująca półcieniami muzyka, tym razem podana z niezwykłą determinacją wynikającą z żywego kontaktu z publicznością.

Maciej Ożóg - członek grupy Spear i organizator festiwalu - nie zrażony finansowym niepowodzeniem imprezy (kilka milionów deficytu) chce zorganizować w maju kolejną prezentację muzyki alternatywnej. Tym razem będzie to występ grup sceny techno.

Wojcek po łódzkim festiwalu zniechęcił się do idei prezentowania kilku grup jednego dnia. - Wiem już, że tak duże imprezy nie sprzyjają prezentacji "naszych" zespołów. Każda z tych grup powinna występować z własnym nie okrojonym programem, z przygotowaną wcześniej dekoracją. Koncert musi być przeżyciem dla widza i dla muzyka - powiedział.

Na pytanie - czy nie obawia się, że przy tak małych nakładach kaset i płyt, i przy tak rzadkich koncertach, twórczość alternatywnych zespołów pozostanie praktycznie nieznana, poza wąskim kręgiem wtajemniczonych - odpowiedział: - Myślę, że mnóstwo ludzi szuka takiej muzyki i wcześniej czy później do niej dotrze. Z prostego powodu. Ona leczy duszę.

Maciej Chmiel